Gdzie jest przedwojenne złoto II RP?

Nasze złoto przed wybuchem II wojny światowej dobrze zabezpieczono. 20 ton zlota ulokowano za granicą, a w kraju było prawie 80 ton. Krajowe złoto tuż przed wybuchem wojny rozlokowano za linią Wisły. Ewakuacja po 1 września to jeden z niewielu sukcesów kampanii wrześniowej. Po wielu perypetiach złoto trafiło do Francji i tu zaczęły się problemy. O złoto nie zadbano należycie i na długie lata wojny trafiło pod opiekę kolaborantów z Vichy, a później łapę na nim położyli wielcy wygrani tej wojny. Reszta zniknęła za PRL-u. Ile tego złota zostało do dziś?

Wrzesień 1939

II RP udało się zgromadzić około 95 ton złota w formie sztabek i złotych monet o najwyższych próbach, często nawet 1000. Wtedy jego wartość wynosiła 463,6 mln zł, czyli około 87 mln ówczesnych dolarów amerykańskich. Nieco ponad 20 ton zdeponowano za granicą, we Francji, Anglii, Szwajcarii i USA. Większość znajdowała się jednak w Polsce. 38 ton przechowywano w skarbcu w Warszawie, zaś kolejne 37 ton w oddziałach w Brześciu, Lublinie, Siedlcach i Zamościu.

4 września do ewakuacji złota wyznaczono Ignacego Matuszewskiego, Adama Koca oraz Henryka Floyar-Rajchmana. To oni zorganizowali transport złota z Warszawy autobusami Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych.

Postępy Niemców spowodowały dalszą ewakuację. 8 września złoto ruszyło na południe do Łucka, ku granicy z Rumunią.  W skład złotego konwoju wchodziło ponad 30 autobusów i samochodów osobowych. W transporcie było to ponad 1200 skrzyń o wadze 60kg każda. W końcu w niezmiernie trudnych warunkach zawieruchy wojennej udało się zgromadzić 13 września w Śniatyniu około 75 ton złota. 4 tony złota pozostawiono w Dubnie do dyspozycji rządu polskiego.

Złoto postanowiono przez Rumunię przetransportować do Francji lub Anglii. Negocjacje z rządem rumuńskim zakończyły się sukcesem. Rumuni pozwolili by w nocy z 13 na 14 września złoto przekroczyło granicę i ruszyło pociągiem do Konstancy. Rumuni dali nam dwa dni czasu bo sami byli mocno naciskani przez Niemców, którzy dobrze wiedzieli o transporcie złota i za wszelką cenę chcieli je przejąć.

Tymczasem 14 września do rumuńskiej Konstancy zawinął mały tankowiec Eocene, należący do amerykańskiej kompanii naftowej Socony Vacuum. Kapitanem statku był 33-letni Brytyjczyk Robert Brett, który wywiózł złoto do Turcji. Pomógł tu konsul brytyjski, który zjawił się u kapitana Bretta. Brytyjczycy wykorzystali fakt, że statek był pod brytyjską banderą Hong-Kongu. Konsul  zażądał od kapitana załadunku złota, dając mu tylko 5 minut na zastanowienie. Dowódca statku nie miał więc wielkiego wyboru.

20 września złoto przeniesiono z pokładu statku do wagonów specjalnego pociągu przygotowanego przez Turków. 22 września transport kolejowy przybył do granicy syryjskiej, gdzie ochronę cennego ładunku przejęli Francuzi. W dwa dni później polskie złoto dotarło do Bejrutu, a potem znowu drogą morską, dotarło do Tulonu. Skarb Rzeczypospolitej znów znalazł się pod kontrolą rządu polskiego i złoto przewieziono do Nevers nad Loarą w środkowej Francji. Spoczęło w podziemnym skarbcu tamtejszego oddziału Banku Francji.

Tracimy kontrolę nad złotem

Niestety dalej było już tylko gorzej. Nie zadbano należycie o ewakuację kruszcu na wypadek upadku Francji. Francuzi zwlekali z pomocą. Nie udało się podstawić polskich statków i dopiero 16 czerwca 1940 roku, czyli w dniu  kapitulacji Francji złoto dotarło do portu Lorient na krążownik Victor Schölcher. Na pokładzie  był także depozyt belgijski i luksemburski. Polskie złoto konwojował już wtedy tylko jeden Polak, dyrektor warszawskiego oddziału Banku Polskiego Stefan Michalski. Był święcie przekonany, że statek płynie do Stanów Zjednoczonych. Okręt przybił do portu w Casablance i okazało się jasne że kontrolę nad depozytem przejęli kolaboranci z Vichy. Po kilku dniach złoto wyruszyło w dalszą podróż – do Dakaru, i dalej w głąb lądu, do Mali. Złoto spoczęło w budynku magazynowym dworca kolejowego w Kayes.

Brytyjczycy rozważali przejęcie złota, ale plany te zarzucili i Sikorski był w kropce.

Na szczęście złożono przez Sądem w Stanach Zjednoczonych pozew przeciwko Francji o zabezpieczenie naszego złota tym zgromadzonym w Stanach przez francuzów. Fortel udał się i zablokowano francuskie złoto w banku federalnym w Nowym Jorku. Rząd Vichy nie wydal złota Niemcom.

W późniejszych latach okazało się, że kwestia polskiego złota była elementem negocjacji kapitulacyjnych francuzów z niemcami. Marszałek Petain nie zgodził się na wydanie złota Hitlerowi, ale obiecał, że nie odda go również nam. Rozpoczęły się tajne negocjacje z rządem Vichy. Co ciekawe okazało się, że Francuzi nie chcieli oddawać rządowi polskiemu jego złota, ale zgadzali się na przekazanie mu złota francuskiego z banków brytyjskich. Na to oczywiście nie mogli zgodzić się Anglicy.

W 1941 roku de Gaulle zawarł z Sikorskim porozumienie i zgodził się oddać złoto. Złoto uwolniono w styczniu 1944 roku kiedy to polscy urzędnicy bankowi dotarli do Dakaru, a wkrótce do położonej w głębi kraju miejscowości Kayes. Skrzynie złota przewieziono do fortu w Dakarze, gdzie komisyjnie przejęli je Polacy.

Losy przedwojennego złota II RP

Rząd na uchodźstwie zdecydował, żeby skarb Banku Polskiego podzielić na trzy części i rozlokować w Nowym Jorku, Ottawie i Londynie.

Zwycięscy biorą wszystko

Los kruszcu po wojnie to jedna wielka niewiadoma. Wiadomo na pewno tylko to, że 11 ton złota zatrzymała Wielka Brytania jako pokrycie wydatków na cywilne potrzeby polskie.

Dostęp do złota uzyskali dygnitarze PRL-u, którzy pod jego zastaw brali pożyczki i importowali towary na bieżące funkcjonowanie kraju i to oni prawdopodobnie przejęli w ten sposób całe złoto zgromadzone u aliantów do 1952 roku.

Kiedyś ponoć Stalin obiecał, że odda cześć przedwojennych ziem w zamian za depozyt przedwojennego złota, ale Bierut udał, że złota już nie ma.

Bratni komuniści z Rumuni przekazali do Polski depozyt z Dubna, czyli 4 tony.

Gdzie reszta? Co stało się z 20 tonami złota Banku Polskiego, które znajdowało się w depozytach zagranicznych przed wybuchem II wojny światowej? Nie wiadomo.

W latach dziewięćdziesiątych XX wieku na zlecenie Lecha Kaczyńskiego, ówczesnego prezesa NIK postanowiono dokonać bilansu tych aktywów – gdzie one są i co zostało przejęte przez komunistów oraz gdzie może być część tego polskiego złota przechowywana, ale nic z tego nie wyszło. Prawdopodobnie nie ma co już przejmować.

Jest teoria, że rząd na uchodźctwie pozwolił celowo na wydanie majątku władzą w kraju na odbudowę. PRL roztrwonił majątek, a to co zostało na zachodzie stracono nietrafnymi inwestycjami. W 2045 roku wygasa tajność brytyjskich dokumentów dotyczących „narodowych majątków wojennych”. Może wtedy dowiemy się czegoś więcej.

Polub ten post w mediach społecznościowych
Podziel się tym postem w mediach społecznościowych

Dodaj komentarz