O co chodzi z tym nieprzegrzewaniem dzieci i dlaczego babcie miały rację z rosołem

Ostatnio w rozmowie ze znajomymi poruszaliśmy temat przegrzewania dzieci poprzez ubierania je zbyt ciepło przez niektórych rodziców. Skoro w Skandynawii dzieci mniej chorują spędzając wiele czasu na powietrzu, w zimnie, to nie ubierajmy na cebulkę naszych dzieci i będą zdrowe. To oczywiście mit bo zimno jest niebezpieczne dla człowieka. Wirusy grypy lubią bowiem zimno, a naukowcy przechowują je przecież zamrożone. Więc o co tu chodzi? Co do tego ma rosół? Już wyjaśniam.

Po pierwsze wychłodzenie i przegrzewanie organizmu jest jednakowo złe.

W domu temperatura powinna oscylować w okolicach 20 stopni. W wyższych temperaturach bakterie lepiej się namnażają, ale układ immunologiczny gorzej funkcjonuje w zimnie. Trzeba mu więc pomagać. W domu łatwiej o nieprzegrzewanie i niewychładzanie. Wychodząc na dwór, ubierajmy dziecko stosowanie do temperatury. Chodzi o to by się na dworze się nie spocić, by wiatr nie wychłodził organizmu. Temperatura ciała ma być stała. Jeżeli wyziębimy organizm otwieramy furtkę dla wirusów. Ubierajmy więc dzieci na cebulę, zakładajmy czapki. Jeżeli kark dziecka robi się ciepły po prostu zdejmujemy jedną warstwę ubrania, czapkę. Jeżeli dziecko jest aktywne, biega, przewidujemy sytuację i reagujemy zdejmujemy ubrania. Gdy aktywność się skończy ubieramy dziecko.

Przegrzewanie dzieci jest złe. Łatwo wtedy o chorobę.

Po drugie. Wirusy lubią zimno i suche powietrze.

Badania dowiodły, że wirusy mogą przeżyć  wiele lat w lodzie, do 48 godzin w temperaturze 4 st. C,  8 godz. w temperaturze 20 st. C, do 24 godzin na powierzchniach gładkich typu ławki, blaty kuchenne, klamki drzwi, powierzchnie metalowe lub plastikowe,  do 12 godzin na powierzchniach porowatych, do 15 minut na ubraniach, szalikach i chusteczkach wielokrotnego użycia, 5-10 minut na ludzkich rękach.

Oczywiście by zarazić się wirusem potrzebny jest z nim kontakt, same zimno nie wystarczy. Oprócz drogi kropelkowej, najczęściej zarażamy się poprzez brudne ręce. Trzeba więc stosować zasady higieny i myć ręce wodą z mydłem. Jeżeli już zachorowaliśmy, zadbajmy o nierozprzestrzenianie się choroby wśród domowników. Badania dowiodły że wirusy lubią też suche powietrze. Warto więc wietrzyć pomieszczenia. Można  stosować nawilżacz powietrza.

Nawilżacze powietrza są pomocne w infekcjach..

Po trzecie dieta.

Odpowiednia dieta korzystnie wpływa na organizm. Temat rzeka. Napiszę tu tylko o dwóch odkryciach naukowców z ostatnich lat.

Nasze babcie miały racje podając chorym rosół. Badania dowiodły, że rosół zawiera wiele białek wpływających korzystnie na układ odpornościowy. Gdy grupie przeziębionych ochotników podano rosół wszyscy poczuli się dużo lepiej niż chorzy, którzy bulionu nie dostali. Łatwiej im się też oddychało. Substancje znajdujące się w rosole uaktywniają pracę neutrofili, komórek układu odpornościowego, które chronią organizm przed chorobotwórczymi bakteriami, wirusami i innymi patogenami. Pochłaniają je, a następnie trawią w swoim wnętrzu. Warto też choremu podać mięso z rosołu bo tam znajduje się cynk, który wspomaga tworzenie białych krwinek, komórek układu odpornościowego. Dzięki temu łagodzi objawy przeziębienia i czas jego trwania.

Domowy rosół jest pyszny, a do tego zwalcza choróbska. Wzmaga odporność organizmu.

Ostatnie badania dowiodły także, że w infekcjach bakteryjnych powinniśmy ograniczać  przyjmowanie glukozy. Gdy dziecko ma anginę, paciorkowca, nie dajemy więc słodyczy. Inaczej w infekcjach wirusowych. Tu glukoza pomaga zwalczyć wirusy, szczególnie grypę.

Po czwarte, chroń nos.

Dzięki najnowszym badaniom wiemy, dlaczego czasem mamy wirusy w nosie, a czasem nie. Układ odpornościowy w zetknięciu z rinowirusami (twórcami przeziębień) reaguje różnie w zależności od temperatury. Okazało się, że w nosie, gdzie temperatura jest niższa niż w płucach, rinowirusy namnażają się szybciej, bo skuteczność działania układu odpornościowego w zmarzniętym nosie jest niższa niż w głębi organizmu, gdzie panuje stała temperatura około 37 stopni Celsjusza. Dlatego, wychodząc na chłód, lepiej naciągnąć na nos komin.

Warto jak w Skandynawii hartować dzieci tak, by ich organizm nie reagował panicznie na spadek temperatury. I o to chodzi z tymi leśnymi przedszkolami.

Polub ten post w mediach społecznościowych
Podziel się tym postem w mediach społecznościowych

3 Replies to “O co chodzi z tym nieprzegrzewaniem dzieci i dlaczego babcie miały rację z rosołem”

Dodaj komentarz