Z wirusem RSV wylądowaliśmy w szpitalu

Luty był dla nas straszny. 2,5 letnia Janka przyniosła ze żłobka do domu wirus RSV. Zaraziła 8 miesięczną siostrę Stasię i nas rodziców. Ale to nic. Wszyscy wylądowaliśmy w szpitalu. To był dramat. Janka była w bardzo ciężkim stanie. Oto nasza historia walki z RSV.

Wszystko zaczęło się jak klasyczna żłobkowa infekcja. Janka była nieco osłabiona po poprzedniej antybiotykoterapii i złapała wirusa jak pelikan. W piątek była już lekko trafiona, ale kaszel i temperatura pojawiły się w nocy z sobotę na niedzielę. W niedzielę lekarz zaordynował Klacid i inhalacje z Ventolinu oraz Nebbudu.

Dzieci które zachorowały w tym roku na RSV przechodzą go bardzo ciężko. Jest bardzo dużo hospitalizacji.

Wirus RSV zbiera w tym roku ogromne żniwo. Dzieci chorują na potęgę. Szpitale dzielą po pół na oddziały grypy i oddziały RSV. Czasami dziecko ma i to i to. RSV jest bardzo zjadliwy. Łapie dzieci, dorosłych. Im kto silniejszy i starszy tym większe szanse na łagodne przejście. Maluszki mają najgorzej.

RSV (Respiratory Syncytial Virus) przenosi się drogą kropelkową w wyniku bliskiego kontaktu z osobą zakażoną lub przedmiotami zanieczyszczonymi wydzieliną z dróg oddechowych. Zakażenie RSV jest powszechne – u około 95% dzieci w 2. roku życia stwierdza się przeciwciała świadczące o kontakcie z wirusem. Przebycie zakażenia nie chroni przed reinfekcją, która jest zjawiskiem częstym w każdym wieku. Choroba przebiega w postaci zapalenia oskrzelików (bronchiolitis) i płuc (pneumonia), rzadziej jako zapalenie tchawicy i oskrzeli (tracheobronchitis). Objawia się katarem, kaszlem, podwyższoną trudno zbijaną temperaturą, wynikowo atakami duszności, pojawieniem się charakterystycznego świstu oddechowego (świsty, furczenia, rzężenia) słyszalnego gdy dziecko zaśnie, dalej osłabieniem i brakiem apetytu. Powikłaniem jest dalsze zapalenie płuc, zapalenie ucha środkowego (otitis media), sporadycznie zapalenie mięśnia sercowego. Choroba rozwija się przez około 4-6 dni. Po tym okresie pojawiają się objawy. Chory zakaża przez trzy, a nawet cztery tygodnie. Leczenie jest objawowe, najczęściej w warunkach szpitalnych. Podaje się lekki rozkurczające oskrzela, a w ciężkich stanach sterydy przeciwzapalne, stosuje tlenoterapię.

Wracając do nas, Janka wyglądała coraz gorzej. W nocy kaszel i duszności dramatyczne, temperatura 38,5. Po pięciu dawkach Klacidu i braku poprawy po inhalacjach kolejna wizyta u lekarza. Kierowniczka ośrodka zdrowia kieruje nas na szpital. Całe szczęście. Kolejna noc w domu nie wiem jakby się skończyła. W międzyczasie zainfekowana jest już młodsza siostra, u której pojawia się kaszel oraz ja.

Na izbie przyjęć test na RSV pozytywny, grypa ujemny, CRP 18, saturacja 92. RTG wykazuje zmiany na płucach. Trafiamy na odział dzieci młodszych. Od razu leczenie objawowe. Podają w sumie Solumedrol, Dexaven, Klacid, Paracetamol, Sinecod, Ventolin, Atrovent, Adrenalina, Floxotide, Diflos, Hydroksyzyna, kroplówki wspomagające. Adrenalina zaostrza kaszel, odrzucona. Na temperaturę pomaga Paracetamol dożylnie. Pomaga tlenoterapia. Poprawa dopiero w 3-4 dobie po zastosowaniu Ventolin z Flixotide ale we wziewie przez tubę a nie w inhalacji. Warunki szpitalne wiadomo. U nas trzy osoby na sali, komfortowe warunki w porównaniu z innymi salami, gdzie jest czasem i 5 osób z dziećmi na 15-20 m2. Po dwóch dniach dołącza do nas żona z 8 miesięcznym maleństwem. Objawy podobne, mniejsze duszności. Wirus atakuje po dwóch dniach pobytu w szpitalu. Umiejscawia się w krtani. Pojawiają się duszności. Saturacja spada do 86. Jest dramat. Na ojon dziecko nie trafia bo tam tylko dwa łóżka. Pomaga steryd dożylnie i tlen.

Żona i ja też porządnie trafieni.

Wychodzę ze starszą córką po tygodniu, dalsze leczenie w domu. Dziecko słabe że strach. Z kuchni do pokoju idzie na sztywnych nogach, po ścianach. Pierwsze dni to odreagowanie w snach szpitala. Na trzeci dzień odpala z jedzeniem. Będzie już dobrze.

Żona z młodszą Stasią spędzi w szpitalu jeszcze tydzień bo dziecko dostanie powikłania w postaci zapalenia płuc. Podawano jej: kroplówki, tlen, Nebbud, Atrovent, Ventolin, Adrenalinę, SoluMedrol, Dexaven, Biofuroksym, Klacid, Ibuprofen, Diflos, Devikap. Po kontakcie z grypą na oddziale konieczne było Tamiflu. Grypa wszędzie. Szczyt zachorowań.

Leczymy się dalej. Trwa rekonwalescencja.

Co dał szpital? Po pierwsze szpital to zawsze jakaś opieka 24h na dobę. Tlenu w domu nie podasz. Naszym dzieciom pomógł steryd. Podobnie innym na sali. Tego w domu nie też podasz. Nie podasz adrenaliny. Minusy też są. Dzieciaki na odziele z róznymi wirusami. Na korytarz wyjdziesz to możesz złapać co tylko chcesz. Trzeba po powrocie do sali myć ręce, ale na dobrą sprawę lekarze, pielęgniarki i salowe roznoszą świństwa po całym szpitalu. Wniosek. Jak tylko się polepszy uciekać ze szpitala.

Polub ten post w mediach społecznościowych
Podziel się tym postem w mediach społecznościowych

Same dobre reklamy:

Ubezpieczenie od eksperta - OC AC NNW Assistance



Dodaj komentarz